Followers

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jolly jewels. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jolly jewels. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Pazury w kolejnej odsłonie :)

Dzisiaj druga pazurowa odsłona. Tym razem znowu jedyny lakier, który podoba mi się z kolekciji jolly jewels, czyli nr 115 w połączieniu z moim ukochanym lakierem z golden rose selective nr 27 bloody mary :)


Jak pomalowałam już paznokcie to żałowałam, że jolly jewels nie nałożyłam na dwa ostatnie paznokcie, ale następnym razem tak zrobie :)


Dzisiaj podobno jest najgorszy dzień w roku, przynajmniej tak twierdzili w wiadomościach. Ktokolwiek to wyliczył raczej w moim przypadku nie miał racji ;) za to ostatnie dni nie nastrajały mnie zbyt pozytywnie :( mam już dość zimy! Jestem stworzonkiem ciepłolubnym i w takie dni jak ostatnio marzę tylko o tym, żeby zakopać się w cieplutkiej pościeli i wystawić jedynie oczy, żeby móc czytać Wasze blogi. Obiecuję jednak, że się wreszcie ogarnę i następny post będzie już konkretny. Szykują się recenzje! :)

A Was dopadł zimowy dołek? Lubicie zimę czy tak jak ja wyczekujecie niecierpliwie wiosny i zieleni?

Pozdrawiam!
Blondineczka :)

czwartek, 17 stycznia 2013

Pazury w kolorze mint green :)

UWAGA! Pojawiła się już zakładka BRANSOLETKI, którą znajdziecie na górze strony :) Zapraszam serdecznie :)

Bardzo długo nie mogłam się przekonać do miętowego koloru, po prostu mi się nie podobał i nie rozumiałam szału i zachwytu nad tym kolorem. Ze mną tak zawsze jest, że jak już szał minie to wtedy i mi zaczyna się coś podobać, może dlatego, że wtedy już większość dziewczyn odpuszcza trochę i danej rzeczy nie widać na każdym rogu ;) W każdym razie zachorowałam totalnie i same zobaczcie czy moja choroba jest uzasadniona ;)

Objawami choroby są:

Bell air flow nr 712

Golden rose Jolly jewels nr 115

I oto choróbsko w pełnej okazałości ;)


Uwaga! Choróbsko może być zaraźliwe ;) już Was coś łapie czy jesteście odporne i nie dajecie się zarazić tym połączeniem? :)

Buziaki!
Blondineczka:)

środa, 12 grudnia 2012

Kolejny haul kosmetyczny ;) + wnerwik

Zaczne od całkiem innego tematu,a mianowice nigdy przenigdy nie kupujcie samsunga- szajsunga! Mój mąż bardzo chciał samsunga galaxy note i jako dobra żonka postanowiłam mu go kupić jakieś pół roku temu. Niestety miesiac temu telefon ześwirował i pokazywał ładowanie baterii nawet kiedy bateria była wyciągnięta a telefon nie był do niczego podłączony :/ pojechaliśmy do autoryzowanego serwisu we wrocławiu, żeby naprawili go na gwarancji i po dwoch dniach był do odbioru. Jak sie okazało ładowanie działa, ale tym razem zrąbali coś innego bo dzwoniąc do mojego męża można usłyszeć głównie siebie,pogłos jest okropny. Pojechaliśmy znowu do wrocławia i wczoraj odebraliśmy telefon po naprawie i jaki jest mój wkurw, kiedy okazuje się, że nic się nie zmieniło :/ dzisiaj czeka nas kolejna wycieczka i chyba im ten telefon nie powiem gdzie wepcham :/ nigdy więcej szajsunga! Nigdy!

Dobra wyładowałam się ;) to wszystko dlatego, że przez wizyty we wroc wydaje kolejne pieniądze na kosmetyki ;) ale obiecuje, że już w tym miesiącu nic nie kupię ;)


Ostatnio mogłyście zobaczyć mój lidlowski nabytek, czyli kominek z olejkami i przechodząc koło sklepu wszystko za...5,99zł i nie tylko :p musiałam wziąć jeszcze jeden kominek tym razem w wersji xl kosztował 7,50zł

Do tego oczywiście świeczki big size za 7zł
No i coś obok czego nie mogłam przejśc obojętnie... Po prostu musiałam go mieć! Kosztował 7zł i mam swojego własnego prywatnego bałwanka, który umila mi zimę, której tak bardzo nie lubię ;) Obok niego możecie zobaczyć termofor z empiku na zimne mężowskie stopy, żeby wreszcie nie grzał ich na mnie ;) termofor kosztował 29,99zł

Nie obyło się też bez lakieru, który stał się chyba już hitem i do tego stopnia podobał mi się efekt jaki dziewczyny pokazywały na swoich pazurach, że i ja musiałam go kupić. Kszt 12,60zł lub 12,90zł

Zawoziliśmy telefon do naprawy w sobotę i "pech" chciał, że obok serwisu jest stoisko golden rose ;) niestety nie było wtedy już cienia na który polowałam, więc Pani na stosiku zaproponowała mi, że odłoży go dla mnie przy następnej dostawie i wczoraj przy odbiorze telefonu odebrałam też mój cień, a mowa o cieniu nr 126, ktory ma być odpowiednikiem kultowego cienia mac satin toupe i muszę powiedzieć, że są praktycznie identyczne z tym, że golden rose kosztował 8,90zł, a nie 49zł :D

Na koniec wpadłam do natury dosłownie tylko zerknąć ;) a wyszłam z dwoma kremami essence jeden care a drugi repair. U mnie kremy idą jak woda, więc od razu wzięlam dwa. Standardowo jeden wpadnie do torebki, a drugi będzie leżał w domku. Jeszcze ich nie używałam, ale ten pomarańczowy pachnie cudownie! Kosztowały 5,99zł pojemność 75ml

I na koniec udało mi się dorwać masełka do ust z nivei i tu też zaliczyłam wnerwik, bo w naturze były już tylko malinowe i kosztowały 11,99zł, więc kupiłam, ale wychodząc z galerii wstąpiłam do superpharm, bo bardzo chciałam karmelowe masełko i znalazłam! Z tym, że te masełka w superpharm kosztowały 7,99zł :/ Różnica 4 zł to jest jakaś masakra!

I to tyle z moich zakupów. Nie kupię już nic choćby nie wiem co! A dzisiaj wyładuję swoją flustrację na panach z serwisu samsunga :D

Buziaki!
Blondineczka :)


Zapraszam was nad rozdanie do Camille Beauty trwa do dzisiaj, wiec macie jeszcze okazje :)